Wrocław, czyli zupełnie inne miasto - SkarbyMiasta.com
573
post-template-default,single,single-post,postid-573,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,paspartu_enabled,paspartu_on_top_fixed,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,columns-4,qode-theme-ver-11.2,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.2.1,vc_responsive

Zupełnie inne miasto

Przedwojenny Wrocław wcale nie był takim fajnym miejscem, jak opisuje go Marek Krajewski. Doprecyzujmy. Nie Wrocław a Breslau. I nie o architekturę tu chodzi. Kiedy spędzałem godziny we wrocławskiej Bibliotece Uniwersyteckiej, ślęcząc nad materiałami źródłowymi z dwudziestolecia międzywojennego, czasami przechodziły mnie ciarki. Bardzo często, szczególnie w prasie lat trzydziestych z pierwszych stron gazet uśmiechał się do mnie Adolf Hitler. Napotykałem na reklamy loterii fantowej Wermachtu. W oczy rzucały się grafiki z przesłaniem, że jedyne co nas zbawi, to narodowy socjalizm.

To wszystko gdzieś przytłaczało i odciągało uwagę od bardzo ważnych dla mnie informacji o piłkarzach grających w Breslau, ale stanowiło też pewnego rodzaju bodziec. Chcąc rzetelnie podejść do tematu, postanowiłem poznać kontekst. Osadzić rozgrywki sportowe we właściwie przedstawionej rzeczywistości. Pomogło mi w tym kilka książek. Dwie z nich chciałbym wam polecić.

Żadnego prawa – nigdzie”. Willy Cohn był wrocławskim Żydem. Od 1933 do 1941 roku pisał pamiętnik, który cudem udało się ocalić. Ta książka jest właśnie pamiętnikiem Cohna. Napisanym bardzo dokładnie i obrazowo. Autor był profesorem gimnazjalnym, historykiem. Przypadkiem stał się najważniejszym kronikarzem nie tylko tragedii wrocławskich Żydów, ale i przemian, jakie w szaleńczym tempie zaczęły zachodzić w mieście. Można odnieść wrażenie, że na swój sposób szanował władze, które z dnia na dzień coraz bardziej ograniczały jego wolność. Nawet wtedy, gdy te zabroniły mu i jego rodzinie siadać na ławkach w parku. Żydzi nie mieli takiego przywileju. Willego Cohna wraz z rodziną rozstrzelano 29 listopada 1941 roku. Nadzorujący masakrę pułkownik SS, Karl Jaeger ocenił ją, jako „wspaniałe strzelanie”. Jedną z najmłodszych ofiar, była niespełna trzyletnia Tamara Cohn, córka Willego.

Drugą pozycją są „Wspomnienia z opuszczonego miasta” Ernesta Horniga. Są świadectwem wyniszczającej i bezsensownej walki o ocalenie zbrodniczego systemu. Tego samego, który cztery lata wcześniej zabił Cohna i jego małe dziecko. Ernest Hornig był pastorem w Breslau w czasach, gdy miasto zamieniło się w twierdzę. Z bliska opisuje masakrę przeprowadzoną na cywilach przez z jednej strony nacierające oddziały Armii Czerwonej, ale z drugiej, może bardziej istotnej, przez broniących się rozpaczliwie nazistów.

Pisząc teksty historyczne o piłce nożnej w Breslau, starałem się mieć w głowie wszystko, co działo się wtedy poza boiskiem. Lektura była bardzo cenna podczas długiego spotkania z Janem Słabym. Jednym z bohaterów Skarbów Miasta, żołnierzem Armii Krajowej, przesiedleńcem ze Lwowa. Opisując przedwojenne kluby i mecze celowo używałem niemieckojęzycznych nazw ulic. Stosowałem niemiecką nazwę miasta. Te kilka stron w Skarbach Wrocławia poświęconych przedwojennemu futbolowi, kosztowało mnie naprawdę sporo wysiłku. Bez nich jednak obraz miejskiego piłkarstwa byłby niepełny a choć jest to tylko mała cząstka historii, to jednak wymazywanie jej nie dość że nie miałoby sensu, to w dodatku byłoby niesprawiedliwe. Futbol przetrwał nie jednego polityka, nie jednego dyktatora. Piłka toczyła się po trawie do ostatnich dni wojny i zaraz po jej zakończeniu rzucono ją z powrotem na ziemię. 

 

ADAM DRYGALSKI
adamdrygalski2@gmail.com